"Panorama kina światowego" (15) - "Kobieta z wydm"



W 1962 r. Kamifusa Abe, znany powszechnie jako Kobo Abe wydał swą najsłynniejszą, jak się później okazało, powieść – „Kobieta z wydm”. 2 lata później Abe służył pomocą reżyserowi Hiroshiemu Teshihagarze podczas adaptacji filmowej „Kobiety”. Praca w tandemie pisarz-scenarzysta + reżyser okazała się ze wszech miar udana, bo powstał bardzo dobry film.

Nauczyciel w średnim wieku, Niki Jumpei (w tej roli Eiji Okada), korzystając z trzydniowego urlopu w pracy wyjeżdża nad morze. Jego pasją są owady. Marzy o tym, by w rejonie wydm znaleźć taki okaz żeby nazwisko Jumpei pojawiło się w atlasie owadów. Dzień jest słoneczny, idealny do tropienia nieznanych owadzich gatunków fauny. Z tego wszystkiego zapalony entomolog przegapia odjazd ostatniego autobusu i zmuszony jest skorzystać z noclegu u jednej z miejscowych kobiet (Kyoko Kishida). Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że kobieta ta mieszka w… olbrzymim dole, w zagłębieniu wydmy, gdzie dostać się można jedynie przy pomocy drabinki linowej. Dla nauczyciela nie ma to większego znaczenia, wszak zamierza się jedynie przespać, odświeżyć i rankiem wyruszyć na dalszy połów owadów. Plany mężczyzny szybko się jednak krzyżują, choćby przez brak rankiem drabinki linowej. Tego typu drabiny nie sposób ściągnąć z dołu, jasne się więc staje, że jedyna droga wyjścia z dołu została odcięta przez innych mieszkańców. Za 2 dni Jumpei ma być w pracy, lecz informacja ta nie robi na gospodyni żadnego wrażenia. Nauczyciel zrozumiał, że wpadł w sprytnie zastawioną pułapkę. Tylko jak się z niej wydostać?
„Kobieta z wydm” to doskonałe studium zachowań ludzkich. Z jednej strony kobieta pogodzona ze swoim losem, z olbrzymią tragedią rodzinną, która przeżyła. Z drugiej mężczyzna, który początkowo zupełnie nie bierze pod uwagę tego, że miałby osiąść w olbrzymim grajdołku na stałe. Do tego dochodzą genialne zdjęcia Hiroshi Segawy (mimo, że film jest czarno-biały to dzięki doskonałym ujęciom kamery naprawdę widać rękę świetnego kamerzysty). Za muzykę odpowiadał sam Toru Takemitsu, ten sam kompozytor, który stworzył muzykę do filmu „Ran” Akiry Kurosawy.

Całość mimo, że trwa prawie 2,5 godziny, zupełnie nie nuży. Nie ma tu gęsto ścielącego się trupa (chyba że owadziego, to i owszem), nie zobaczymy skrzywdzonych gliniarzy rozwikłujących śledztwo na własną rękę, nie rozpoznamy również znanych aktorów. A jednak „Kobieta z wydm” świadomego widza nie zanudzi. Wręcz przeciwnie, zmusi do refleksji i pozostanie w pamięci na długo.


Kobieta z wydm
tytuł oryginału: „Suna no Onna” (jap. 砂の女)
kraj: Japonia
czas: 2h27
język: japoński
reżyseria: H. Teshigahara
wykonawcy: E. Okada, K. Kishida, K. Mitsui, S. Yano, G. Sekiguchi
muzyka: T. Takemitsu
data premiery: 15.02.1964 r.

Moja ocena: 7 gwiazdek na 10.

Link do filmu (z angielskimi napisami): https://www.youtube.com/watch?v=XdTEs5MHqoU


AUTOR: Jacek Wojciechowski

Komentarze

  1. Zabawne, z dwa dni temu Kobieta z Wydm została mi polecona jako książka do przeczytania :-) Najpierw przeczytam, a potem obejrzę film :-)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

,,Błękitny Grom'' ("Blue Thunder") - 1983' - John Badham